Szanowny Panie ##Odmienione_imie##,

koleżanka jednej z naszych wolontariuszek, która spodziewa się dziecka, musiała przejść konsultacje medyczne. Zgłosiła się więc do szpitalnej poradni patologii ciąży. Jakie musiało być jej zdziwienie, gdy na recepcji zobaczyła.. plakaty z czerwonymi błyskawicami - symbolem zwolenników mordowania dzieci poprzez aborcję, w szczególności tych podejrzewanych o chorobę. Obok plakatów napis "to jest wojna", która toczą się o legalizację w Polsce aborcji. Udało jej się zrobić zdjęcie, które przesłała do naszej Fundacji:

Zdjęcie ze szpitala

Co musi czuć matka w takiej sytuacji? Przychodzi do miejsca, które teoretycznie powinno udzielić jej i jej dziecku pomocy ale już na wejściu widzi tam jasną deklarację pracowników - popieramy zabijanie chorych dzieci. Co się stanie z jej maluszkiem? Czy w razie czego w ogóle będą skłonni mu pomóc? Czy zamiast leczenia zasugerują aborcję jako "rozwiązanie problemu"?

W ostatnim czasie do internetu trafiło mnóstwo podobnych przykładów, na których widać jak liczne placówki medyczne oficjalnie poparły zabijanie dzieci. Obnażyło to prawdziwą kondycję moralną dużej części pracowników polskich szpitali. Nie jest to jednak nic nowego - mentalność aborcyjna i eugeniczna już dawno na dobre zakorzeniła się w naszym społeczeństwie, a w szczególności w środowisku medycznym.

"Wyrażamy swoją dezaprobatę i ubolewanie z powodu wydanego wyroku."

Tak Polskie Towarzystwo Ginekologów i Położników, które zrzesza i kształci lekarzy tych specjalizacji, skomentowało orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego delegalizujące w Polsce zabijanie dzieci z powodu podejrzenia ich o chorobę. Słowa te wypowiadają osoby, których moralnym i zawodowym obowiązkiem jest leczyć i pomagać dzieciom przed narodzeniem oraz ich matkom.

"Apelujemy o wycofanie decyzji [orzeczenia TK] odbierającej kobietom prawo wyboru, odbierającej dostęp do najnowszej wiedzy medycznej, a nam medykom możliwość niesienia pomocy zgodnie z zasadami Kodeksu Etyki Lekarskiej."

Zabijanie podejrzanych o chorobę dzieci poprzez uduszenie, bo tak wykonuje się aborcję w Polsce, ginekolodzy nazywają... "niesieniem pomocy", i to jeszcze rzekomo zgodnie z etyką! Tego typu deklaracje, pochodzące z ust lekarzy ginekologów, wywołują niedowierzanie. Tym bardziej, że wszyscy doskonale wiedzą jak makabrycznym procederem jest aborcja. To jednak jeszcze nie wszystko.

Stanowczy sprzeciw wobec zniesienia możliwości mordowania dzieci podejrzanych o chorobę wyraziło oficjalnie... Polskie Towarzystwo Pediatryczne! Stanowisko tej organizacji jest wyjątkowo szokujące i aż trudno w to uwierzyć, że napisali je lekarze.

"Przyjęte rozstrzygnięcie należy uznać za szkodliwe dla zdrowia publicznego (...) Ta decyzja zaprzecza dorobkowi ostatnich 40 lat polskiej medycyny rozrodu, neonatologii i pediatrii"

Przerażające słowa! Zdaniem PTG zakaz zabijania dzieci ze względu na podejrzenie u nich choroby... zaprzecza dorobkowi medycyny i jest szkodliwy! Ta postawa to całkowite zaprzeczenie lekarskiego powołania, które powinno polegać na leczeniu chorych dzieci a nie ich mordowaniu dla pozbycia się "problemu". Czy w ten sposób chcą mieć mniej pacjentów i więcej wolnego?

Aborcję poparły nie tylko liczne organizacje medyczne ale także wiele indywidualnych osób. Ogromna jest rzesza lekarzy, którzy wolą rozwiązywać problem choroby w inny sposób niż poprzez leczenie pacjentów. Aż 600 polskich lekarzy podpisało w ostatnim czasie głośny list do Trybunału Konstytucyjnego przeciwko zakazowi aborcji eugenicznej. Ich argumentacja szokuje. Uważają, że jeśli zakaz zabijania dzieci z powodu podejrzenia choroby wejdzie w życie, to:

"wielu lekarzy nie będzie mogło wykonywać swojego zawodu w sposób etyczny i według aktualnej wiedzy medycznej."

Dla tych ludzi dokonywanie aborcji na dzieciach jest tożsame z "etyką"! Wie Pan jak wygląda to "etyczne" wykonywanie zawodu, prowadzone rzekomo wedle aktualnej wiedzy medycznej? Wyjaśnia to Anna Parzyńska, lekarz-aborcjonista z warszawskiego Szpitala Bielańskiego, który specjalizuje się w dokonywaniu aborcji na dzieciach z podejrzeniem zespołu Downa:

"Dobór słów ma znaczenie psychologiczne – łatwiej abortować płód niż dziecko. Z tego samego powodu nie mówię o ciężarnych „mamo”."

W ten sposób ukrywa i rozmywa się przed pacjentami prawdę o aborcji, aby namówić do niej kobiety, u których dzieci podejrzewa się chorobę. Wykorzystuje się także nieścisłości w istniejącym prawie, aby za wszelką cenę przeprowadzić aborcję. Mechanizm ten wyjaśnia aborterka Parzyńska:

"Cały czas mamy w ustawie zapis, mówiący o tym, że ciążę można zakończyć z uwagi na stan zdrowia lub życia kobiety. Myślę, że stan psychiczny pacjentki, która będzie wiedziała, że jej dziecko nie ma mózgu i o diagnozie dowie się w 12. tygodniu ciąży, może doprowadzić ją do ciężkiej depresji i myśli samobójczych. Dla mnie to jest realne zagrożenie życia i wskazanie do tego, że ta ciąża powinna zostać wcześniej zakończona."

Panie ##Odmienione_imie##, po pierwsze trzeba przypomnieć, że do zabicia dziecka lekarzowi-aborcjoniście wystarczy jedynie PODEJRZENIE jakiejkolwiek choroby albo zespołu Downa. Po drugie, wie Pan do czego prowadzi taka interpretacja przepisów, jaką zaprezentowała aborcjonistka ze Szpitala Bielańskiego? Przykładem jest Hiszpania, gdzie doszło do ludobójstwa na gigantyczną skalę.

Przez wiele lat Hiszpania miała podobne przepisy jak Polska. Zezwalały one na zamordowanie dziecka m.in. z uwagi na "stan zdrowia psychicznego matki". Na ich podstawie tylko w 2009 roku zamordowano w Hiszpanii aż 111 482 dzieci! Była to w praktyce aborcja na życzenie. Teraz tym samym tropem chcą pójść aborcjoniści w Polsce.

Liczni lekarze-aborterzy, którzy nie pogodzili się z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego (które i tak de facto nie obowiązuje, gdyż nie zostało formalnie opublikowane przez rząd), zamierzają bez przerwy dokonywać kolejnych aborcji na dzieciach podejrzanych o chorobę, w szczególności zespół Downa. Albo po prostu zignorują orzeczenie albo w kartotekę medyczną wpisywać będą "zagrożenie zdrowia psychicznego kobiety". W ten sposób mogą zamordować tysiące polskich dzieci.

Dlatego wciąż musimy publicznie pokazywać prawdę o aborcji jako okrutnej zbrodni. W obliczu tak szeroko rozpowszechnionej mentalności aborcyjnej wśród polskich lekarzy, oraz propagandy aborcyjnej sączącej się niemal ze wszystkich największych mediów, konieczne jest przebicie się do Polaków z prawdą o tym procederze. Jest to tym bardziej trudne, że zwolennicy aborcji dokonują kolejnych ataków i chcą za wszelką cenę nas uciszyć.

Po raz kolejny zdemolowano naszą furgonetkę, która pokazuje prawdę o aborcji pod Szpitalem Bielańskim, gdzie pracuje m.in. aborcjonistka Anna Parzyńska. W aucie urwano lusterka oraz niemal całkowicie wymazano je farbą i sprayem. Co więcej, warszawska straż miejska pozwała nas do sądu oskarżając naszą Fundację o... "niszczenie roślinności przeznaczonej do użytku publicznego"! Wie Pan na czym ma to polegać?

Chodzi o kilka centymetrów (!!) opony naszej furgonetki, która minimalnie wystaje poza krawężnik. Wyraźnie można zobaczyć to na poniższym zdjęciu:

Dewastacja

Niech Pan zobaczy, do jakich rzeczy uciekają się zwolennicy aborcji, aby tylko sparaliżować działalność naszej Fundacji i utrudnić nam pokazywanie prawdy o aborcji. Ta sama straż miejska, podległa skrajnie proaborcyjnemu prezydentowi Warszawy Rafałowi Trzaskowskiemu, nie reagowała specjalnie gdy aborcjoniści spod znaku czerwonej błyskawicy demolowali stołeczne kościoły i niszczyli pomniki. Jej funkcjonariusze nie są także zainteresowani ściganiem sprawców, którzy regularnie niszczą nasze samochody oraz reklamują nielegalne pigułki aborcyjne. Zamiast tego, wolą na siłę szukać paragrafów na naszą Fundację i pretekstów do wytoczenia nam procesów.

Oprócz furgonetki pod Szpitalem Bielańskim, zdewastowano także samochody pokazujące prawdę o aborcji pod szpitalami w Oleśnicy i w Krakowie. Straty wynoszą w sumie ok. 4 000 zł.

Panie ##Odmienione_imie##, chcielibyśmy aby nasze pojazdy jak najszybciej wróciły pod szpitale, w których zabija się dzieci. Orzeczenie Trybunału nie zostało formalnie opublikowane przez rząd a więc nie funkcjonuje. Lekarze- aborcjoniści zapowiadają, że nawet jeśli wejdzie ono w życie to albo po prostu je zignorują albo zaczną fałszować dokumentacje medyczną żeby za wszelką cenę dokonywać aborcji na dzieciach podejrzanych o chorobę. Tysiące polskich dzieci wciąż jest zagrożonych a pokazanie prawdy o aborcji ich rodzicom jest najczęściej ich jedyna deską ratunku.

Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o przekazanie 30 zł, 60 zł, 120 zł lub dowolnej innej kwoty, aby naprawić antyaborcyjne furgonetki i dalej pokazywać prawdę pod wejściami do szpitali, których personel przesiąknięty jest mentalnością eugeniczną i chce zabijać dzieci podejrzane o chorobę zamiast je ratować.

Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro - Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych - Kod BIC Swift: INGBPLPW

wpłata online

Aborcyjne symbole na drzwiach wejściowych do szpitali budzą przerażenie. To jasna i publiczna deklaracja pracowników tych miejsc - popieramy zabijanie chorych ludzi.

Aby kształtować sumienia i świadomość Polaków w tych samych miejscach musi być obecna prawda o aborcji. Dzięki naszym furgonetkom może być ona pokazywana 24 godziny na dobę. Dlatego jeszcze raz proszę Pana o wsparcie naprawy pojazdów, które jak najszybciej powinny wrócić na swoje miejsce!

Serdecznie Pana pozdrawiam,

Kinga Małecka-Prybyło

Fundacja Pro - Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
www.stopaborcji.pl

Nie chcesz otrzymywać moich wiadomości? Wypisz się z newslettera!