Szanowny Panie ##Odmienione_imie##,

wie Pan dlaczego aborcjoniści spalili w ubiegłym tygodniu nasz samochód?

Bo chcą nas zastraszyć abyśmy zaprzestali pokazywania prawdy o aborcji. Są wobec niej całkowicie bezsilni gdyż szybko odsłania wszystkie ich kłamstwa, które wmawiają Polakom od wielu lat.

Swoją propagandę rozpowszechniają nieustannie. Już za kilka dni odbędzie się w Warszawie tzw. marsz dla bezpiecznej aborcji, w trakcie którego będą oszukiwać, że aborcja to bezpieczny "zabieg medyczny" ratujący życie kobiet. Kłamstwa, które za chwilę będą rozpowszechniać na ulicach stolicy, już od kilku tygodni promują za pomocą sprzyjających im mediów.

Przedstawiają aborcję jako szybki, bezpieczny i dobroczynny "zabieg", z którego Polki powinny masowo korzystać. Prawda jest jednak zupełnie inna.

Kobiety umieraja

Wystarczy kilka minut aby znaleźć w internecie mnóstwo przerażających świadectw napisanych przez osoby, które dały się nabrać na manipulacje aborcjonistów. Na jednym z kobiecych for dyskusyjnych znalazłam wypowiedzi dotyczące jednej z "klinik" w Niemczech, leżącej niedaleko polskiej granicy. W tym kraju już spełniły się postulaty zwolenników zabijania dzieci - aborcja jest tam legalna i szeroko dostępna. A czy bezpieczna?

"Cześć dziewczyny, chciałam przestrzec każdą z Was przed tą kliniką. Szukając miejsca, w którym odbędzie się zabieg, kierowałam się przede wszystkim kompetencją lekarza, cena i odległość od mojego miasta nie grały roli, chciałam po prostu być w dobrych rękach."

pisze Polka, która pojechała dokonać aborcji do Niemiec.

"Bardzo mnie zawiódł fakt, że lekarz niechętnie odpowiadał na moje pytania, ponaglał mnie, ponieważ miał w tym dniu dużo zabiegów."

Każdy "zabieg" to kolejna "klientka", na której zarabia się pieniądze. Aborcjonistów nie obchodzi cierpienie i śmierć jej dziecka ani to, co się stanie z jego matką. Oni chcą tylko aby ich machina śmierci działała szybko i pochłaniała jak najwięcej ofiar. Ta kobieta uświadomiła to sobie dopiero po fakcie.

"Krwawienie miało się utrzymywać do kilku dni, jednak u mnie trwało ponad miesiąc... po 3 tygodniach, dostałam tak silnego krwotoku, że znalazłam się w szpitalu, okazało się, że w macicy zostały resztki poporonne... Przez 3 dni przyjmowałam pigułki poronne, to co przeżyłam w tym szpitalu jest nie do opisania.... po 3 dniach okazało się, że pigułki nic nie pomogły i czeka mnie łyżeczkowanie. NIGDY W ŻYCIU nie czułam gorszego bólu... Dostałam narkozę i 2 dni później wybłagałam wypis do domu. Mój ginekolog powiedział, że gdyby zakażenie się wdało, miałoby to ogromny skutek na moim zdrowiu... więc o mały włos..."

Tak właśnie wygląda "bezpieczna" aborcja, przeprowadzona w kraju, w którym jest legalna i w "klinice", która specjalizuje się w tego typu "zabiegach".

Wie Pan czym są "resztki poporonne", o których wspomina ta kobieta? To fragmenty ciała dziecka, których po rozczłonkowaniu maluszka na kawałki nie udało się usunąć z macicy. Aborcjoniści mają na nie swoje własne nazwy, których celem jest ukrycie prawdy. Jedną z nich są właśnie "resztki", ale najbardziej powszechną są "produkty ciąży". O dziecku i jego szczątkach nie może być mowy.

"Kontaktowałam się z doktorem , chciałam powiedzieć o zaistniałej sytuacji, chciałam również jakiś słów otuchy, przyznania się do błędu, przeprosin... bo przecież wszyscy jesteśmy ludźmi i wszyscy popełniamy błędy. Niestety doktor uniósł się dumą, nawet nie przekazał żadnych słów współczucia, w zamian za to skarcił mnie, że zamiast przyjechać do niego do kliniki, poszłam do szpitala...."

żali się kobieta. I wcale mnie to nie dziwi. Jednym głównych haseł propagandowych aborcjonistów jest przecież "pomoc kobietom". Wszystkie organizacje aborcyjne są oficjalnie zakładane po to aby walczyć o "prawa kobiet", otaczać je opieką, udzielać wsparcia i pomagać w trudnych sytuacjach. To jednak tylko reklama ich "usług" a tak obiecywana "pomoc" zawsze kończy się w momencie, gdy uda się namówić kogoś na aborcję.

Pisze o tym inna kobieta, która również uwierzyła w dobre intencje aborcjonistów:

"Moja wizyta u doktora była krótka i lakoniczna, chciałam mu pokazać choćby zdjęcie usg, które przywiozłam z Polski, bo uznałam, że to może być ważne/przydatne (w którym miejscu znajduje się zarodek, potwierdzenie, że nie ma do czynienia z ciążą pozamaciczną itd) - nawet nie pozwolił mi wyjąć go z torebki, tak mu się spieszyło... Nawet mnie porządnie sam nie zbadał (...) Był gburowaty i nieprzyjemny, nie pozwolił na pytania, "bo czas nagli" - tego dnia w poczekalni było 9 dziewczyn razem ze mną. Osiem z Polski."

Przyjechała do Niemiec aby bezpiecznie "usunąć zarodek". Wie Pan jak to się dla niej skończyło?

"Kiedy plamienie i nawracające krwawienia trwały już 11 dni zaniepokojona zadzwoniłam do doktora by zapytać go, czy mam się martwić. Doktor tonem wszechwiedzącego specjalisty, który zęby zjadł na przerywaniu ciąż nakazał mi czekać i nie panikować (...) Na dzień przed trzecim tygodniem od zabiegu dostałam ostrego bólu w podbrzuszu, niewysokiej gorączki i bardzo silnego krwawienia połączonego z wielkimi skrzepami. Uznałam, że dalsze czekanie zamiast do zdrowia zbliży mnie do grobu, więc na następny dzień umówiłam się z moim lekarzem."

To prawdopodobnie uratowało jej życie. Dla dziecka było już jednak za późno...

"Badanie usg potwierdziło (...) masę skrzepów i resztek poporonnych, które lada moment mogły skutkować silnym stanem zapalnym, sepsą albo po prostu śmiercią. Następnego dnia byłam już w szpitalu z rozpoznaniem resztek poporonnych w organizmie, gdzie ponownie musiałam zostać uśpiona, a moja macica wyłyżeczkowana."

Czytając te świadectwa trudno uwierzyć, że zwolennicy mordowania obchodzą właśnie "dzień bezpiecznej aborcji" i zachwalają jej "bezpieczeństwo" na ulicach polskich miast i na łamach ogólnopolskich mediów. Robią to na rozmaite sposoby.

Na jednej z ich stron internetowych, która zajmuje się sprzedażą pigułek, znalazłam ofertę... "kuracji aborcyjnej"! Zaraz obok można przeczytać propagandowe wpisy "wyleczonych klientek":

"Przesyłka dostarczona w ciągu dwóch dni. Wszystko zgodne z opisem. Właśnie jestem po kuracji. Działa. Przeszłam kurację praktycznie bezboleśnie. Pozdrawiam."

To specjalnie brzmi pozytywnie - jak dieta odchudzająca lub urlop w sanatorium. Wszystko po to aby ukryć prawdziwe oblicze pigułkowej aborcji i namówić kolejne kobiety do kupienia tej trucizny. Wie Pan jak w praktyce wygląda taka "kuracja" po połknięciu pigułek?

"Pomijając gorączkę, skurcze i ogólne złe samopoczucie najgorsze zaczęło się kiedy zaczęło się poronienie. Nasilone krwawienie okazało się czymś w rodzaju wiadra krwi wylanego między nogi, potem gdy aborcja już się udała, musiałam przeciąć pępowinę, która łączyła maleństwo ze mną a potem była już tylko krew i karetka bo niestety bez niej się nie obyło."

Aborcja jest ogromnie niebezpieczna nie tylko dla zdrowia fizycznego kobiety, ale również dla jej psychiki. Zwolennicy zabijania twierdzą w swojej propagandzie, że najczęstszym uczuciem towarzyszącym aborcji jest ulga. Kobiety, które uwierzyły temu kłamstwu, mówią jednak coś zupełnie innego:

"Czuję nienawiść do samej siebie, aktualnie miesiąc po aborcji czuje się z dnia na dzień coraz gorzej psychicznie i tłumaczenie że tak jest lepiej nie jest tłumaczeniem, jest sposobem zasłonięcia egoizmu i braku jakiejkolwiek empatii."

napisała jedna z nich na forum dyskusyjnym. Takich wpisów jest w internecie mnóstwo. Niestety w większości są to świadectwa kobiet, które dopiero po fakcie dowiedziały się czym jest i jak wygląda aborcja. Wcześniej myślały, że to bezpieczny "zabieg" usunięcia "zarodka" lub "zlepka komórek".

Właśnie dlatego zwolennicy aborcji tak zaciekle zwalczają nasze akcje. Bo mówimy i pokazujemy to, co oni za wszelką cenę starają się ukryć. Spalili nasz samochód, atakują naszych wolontariuszy i wytaczają nam nowe procesy sądowe - wszystko po to aby obciążyć nas kosztami, przestraszyć i zniechęcić do dalszego działania.

Czy wie Pan, że przeciwko Bawerowi Aondo-Akaa, naszemu niepełnosprawnemu wolontariuszowi poruszającemu się na wózku inwalidzkim, toczą się jednocześnie cztery sprawy? Został już skazany na grzywny w wysokości: 2000 zł, 3000 zł i 4000 zł. Przeciwko innym naszym wolontariuszom toczy się obecnie ponad 20 postępowań. Są stale ciągani po sądach i komisariatach aby odpuścili i zrezygnowali z walki o życie dzieci.

Panie ##Odmienione_imie##, nie zamierzamy zrezygnować ale do dalszego działania potrzebna jest nam Pańska pomoc.

Zniszczone auto

Spalenie naszego samochodu to nie jedyny akt przemocy, jakiego doświadczyliśmy w ostatnim czasie. Aborcjoniści zdewastowali również nasz drugi pojazd - Żuka stojącego pod szpitalem Orłowskiego w Warszawie! Wybili w nim wszystkie szyby, przecięli kable od stacyjki i wyrwali wycieraczki. Auto zostało też zamalowane sprayem a na karoserii wypisano wulgarne hasła skierowane w naszą stronę.

Samochód nie może w takim stanie stać pod szpitalem, gdyż odholuje go straż miejska. Na jego naprawę i mycie potrzebujemy ok. 3500 zł.

Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o przekazanie 30 zł, 60 zł, 120 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby naprawić antyaborcyjny samochód i za jego pomocą ujawniać kłamstwa zwolenników dzieciobójstwa, którzy chcą namówić kolejne kobiety na zamordowanie swoich dzieci.

Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro - Prawo do życia
pl. Dąbrowskiego 2/4 lok. 32, 00-055 Warszawa
Dla przelewów zagranicznych - Kod BIC Swift: INGBPLPW

wpłata online

Oba nasze samochody, które ostatnio zostały zdewastowane przez aborcjonistów, stały w Warszawie. A to właśnie tutaj już niedługo odbędą się obchody "święta bezpiecznej aborcji".

Zwolennicy mordowania dzieci postanowili pozbyć się aut z ulicy aby nie przeszkadzały im w okłamywaniu Polaków. Musimy dalej pokazywać prawdę i przywrócić je na ulice! Bardzo liczę na Pana pomoc w tej akcji.

Serdecznie Pana pozdrawiam,

Kinga Małecka-Prybyło

Fundacja Pro - Prawo do życia
pl. Dąbrowskiego 2/4 lok.32, 00-055 Warszawa
www.stopaborcji.pl

Nie chcesz otrzymywać moich wiadomości? Wypisz się z newslettera!